Menu

Jacek Zięba

blog

Hindenburg – Titanic wśród chmur

Hindenburg był największym sterowcem w historii. Jego długość była o dziesięć metrów większa od wysokości Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Mimo tych kolosalnych wręcz wymiarów spłonął on 6 maja 1937 r. w nieco ponad pół minuty, tym samym doprowadzając do śmierci 36 z 97 pasażerów.

Tuż przed lądowaniem na terenie Stanów Zjednoczonych, w okolicy New Jersey, sterowiec został ogarnięty ogniem. Nie był to jego pierwszy lot, podniebny gigant zdążył odwiedzić przed swoją ostatnią podróżą największe miasta III Rzeszy, w tym znany nam dobrze Wrocław. Hindenburg był ogromny, został wszak nazwany na cześć ostatniego prezydenta Rzeszy – Paula von Hindenburga, po którym władzę u naszych zachodnich sąsiadów przejął Adolf Hitler.

Podniebny luksus

Sterowce były w drugiej połowie lat 30’ uznawane za najbardziej prestiżowy środek transportu. Po katastrofie Titanica to właśnie zeppeliny stały się synonimem luksusowych i bezpiecznych podróży. W przeliczeniu na obecny kurs amerykańskiej waluty, bilet na lot w jedną stronę kosztował 5000 dolarów. Na kilkudziesięciu gości oraz blisko 60-osobowej załogi czekało trzynaście pięter, z których każde skrywało liczne miejsca odpoczynku i rozrywki. Podczas gdy napędzamy czterema silnikami o mocy 1100 KMH sterowiec leciał nad Atlantykiem z prędkością dochodzącą do 140 km/h, bogaci Niemcy mogli cieszyć się podróżą podniebnym Titanikiem, który miał dotrzeć do wybrzeży Stanów Zjednoczonych nie w pięć dni, jak statek, ale w dwa i pół dnia.

1-sketch-of-lz-129-hindenburg

Podróżujący Hindenburgiem musieli mimo wszechobecnego luksusu zachować jednak rozmaite środki bezpieczeństwa. Już po wejściu do sterowca konfiskowano im zapalniczki i zapałki. Ze względu na amerykańskie embargo na hel, maszyna była bowiem wypełniona wodorem. Niemiecki zeppelin został dodatkowo zabezpieczony specjalną powłoką, która miała go chronić przed burzami. Zaledwie siedem lat wcześniej wyładowanie elektryczne doprowadziło bowiem do katastrofy brytyjskiego sterowca, który w drodze do Indii roztrzaskał się nad Francją. Do podobnych przypadków doszło w USA, gdzie *podniebnym statkom* zaczęto coraz mniej ufać. III Rzesza nadal pokładała jednak duże nadzieje w sterowcach, które były dumą całego narodu.

Ogień

Zagrożenie dla Hindenburga mogło nadejść jednak nie tylko ze strony podróżujących i matki natury. Opatrzony swastyką sterowiec budził niechęć wielu przeciwników nazistowskich rządów, dlatego też załoga obawiała się sabotażu. Wśród podróżujących znajdowali się wywiadowcy z cywilnych strojach, którzy wypatrywali zagrożenia.

Dolatujący do wybrzeży USA niemiecki sterowiec natrafił na burzę, która uniemożliwiła mu natychmiastowe wylądowanie. Był on jednak o dwanaście godzin spóźniony, a miał zabrać pasażerów, którzy mieli lecieć do Wielkiej Brytanii na koronację króla Jerzego. Kwestia propagandowa nie pozwoliła Niemcom się spóźnić. Kapitan zdecydował się więc wylądować zaraz po względnej poprawie warunków pogodowych, mimo iż w trakcie procedury osadzania sterowca znowu zaczął wiać wiatr. W celu wyrównania osi maszyny, załoga pozbyła się wody balastowej, która być może kilka minut później okazałaby się zbawienna.

Po zrzuceniu lin kotwicznych rozpoczęła się ostatnia faza lądowania Hindenburga. Po chwili pojawił się ogień w okolicy stateczników. Wielu pasażerom udało się jednak ujść z życiem, gdyż przód sterowca znajdował się jedynie pięć metrów nad ziemią. Cała katastrofa rozgrywa się na oczach wielu gapiów i fotografów, którzy przybyli zobaczyć niemieckiego olbrzyma lub powitać pasażerów sterowca.

history_speeches_6000_eyewitness_hindenberg_disaster_still_624x352

Liczne teorie

Zaraz po katastrofie Hindenburga zaczęło się pojawiać wiele hipotez mających wyjaśnić przyczyny pojawienia się ognia. Pierwsza hipoteza dotyczyła sabotażu. Przeciwników Hitlera nie było wszak trudno znaleźć. Podejrzenie padło na podróżującego akrobatę, który schodził do luku bagażowego karmić swojego psa. Mógł on w tym czasie podłożyć bombę. Szybko wykluczono jednak jego udział w katastrofie.

Druga hipoteza dotyczyła wycieku wodoru, który mógł wyciec z jednego z szesnastu zbiorników, zmieszać się z powietrzem i następnie w zetknięciu z iskrą ulec zapłonowi. Niemcy zadbali jednak o odpowiednie środki bezpieczeństwa, więc i tę możliwość należy wykluczyć.

Trzecia teoria dotyczy wycieku ropy. Podobno przewody paliwowe nie były zbyt szczelne. Paliwo mogło ulec zapłonowi od zwarcia, a następnie po wybuchu pożaru w krótkim czasie zająć wodór. Również ta teoria jest jednak mało prawdopodobna, gdyż sterowiec posiadał silniki Diesla, a ropa potrzebuje wysokiej temperatury do zapłonu, więc iskra nie mogłaby do tego doprowadzić. Poza tym ogień pojawił się w górnej części sterowca, a nie przy zawieszonych na dole silnikach.

Wreszcie czwarta teoria dotyczy bawełnianego materiału pokrytego chemicznym lakierem, który stanowił powłokę Hindenburga. Zajęcie się tej części sterowca nie doprowadziłoby jednak do tak szybkiego spalenia się całej wierzchniej części w 34 sekundy. Proces ten mógł przyspieszyć wodór, który jest jednak palny tylko w obecności z powietrzem. Musiałoby więc dojść do wycieku tego gazu, co obecnie jest najbardziej prawdopodobnym uzasadnieniem katastrofy. Powłokę sterowca mogła naruszyć nagła zmiana kursu w czasie lądowania, podczas gdy był targany wiatrem. Być może zerwała się wtedy linka konstrukcyjna, która niczym bicz rozerwała miech z gazem. W połączeniu z burzową pogodą, gdzie w powietrzu dochodzi do wyładować elektrycznych, mogło to doprowadzić do katastrofy. Po zrzuceniu lin na ziemię, zadziałały one prawdopodobnie jak przewodnik elektryczny.

Zwykły koniec niezwykłych pojazdów

Sterowce to najbardziej niezwykłe pojazdy, jakie powstały w historii motoryzacji. Potężne, ciekawie skonstruowane i luksusowe. Obecnie gigantyczne zeppeliny odeszły już w niepamięć, a w różnych częściach świata można skorzystać z lotu sterowcem, który jest jednak około dziesięć razy mniejszy od Hindenburga. Mam nadzieję, że powstanie kiedyś bezpieczna replika tego podniebnego Titanica, gdyż lot nim jest jednym z moich największych marzeń.

Źródło: National Geographic