Menu

Jacek Zięba

blog

Przestałem korzystać z Instapaper i zacząłem czytać więcej wartościowych treści

Przed kilka lat korzystałem z Pocket i Instapaper — serwisów do zapisywania artykułów „na potem”. W czasie pierwszych tygodni użytkowania pierwszej z wymienionych usług szło mi całkiem nieźle. Jednym kliknięciem dodawałem do mojej listy artykuły, które wydawały mi się interesujące, a raz na kilka dni otwierałem aplikację i je czytałem lub usuwałem po zapoznaniu się z pierwszymi akapitami.

Z czasem w Pocket zgromadziłem zbyt wiele treści, ale postanowiłem dokonać swego rodzaju „remanentu” i przejrzeć wszystkie artykuły. Okazało się, że zdecydowana większość z nich nie ma dla mnie większej wartości. Do takich wniosków dochodziłem jednak dopiero po przeczytaniu kilku akapitów.

Po czasie doszedłem do wniosku (jak się okazało mylnego), że zmiana programu do gromadzenia treści „na potem” pozwoli mi dokonywać lepszej selekcji zapisywanych materiałów oraz wyrobi u mnie nawyk regularnego czytania tekstów, które zapisałem. Ponownie — początkowo szło nieźle, ale z czasem zacząłem dodawać zbyt wiele artykułów, które całkowicie zniechęcały mnie do zaglądania do Instapaper.

„Na potem” — magiczna chwila w czasoprzestrzeni, która niemal nigdy nie nadchodzi

Przestałem szukać alternatywnych dla Pocket i Instapaper rozwiązań, których jednak jest całkiem sporo. Narzuciłem więc sobie kilka zasad. Po pierwsze, rzucam okiem na treść artykułu, który wydaje mi się interesujący. Kilka słów kluczowych, długość tekstu, grafiki — wszystko to bardzo pomaga w szybkiej selekcji materiałów. Taka Brzytwa Ockhama na miarę czasów masowej konsumpcji treści w internecie. Po drugie, artykuł którego nie mogę przeczytać w danej chwili, przypinam jako kartę w przeglądarce. Jeżeli nie otworzę go w ciągu 48 godzin od tego momentu, to karta jest usuwana. Skoro nie znalazłem dla niego kilku minut w ciągu dwóch dni, to najwyraźniej nie stanowił dla mnie większej wartości.

Nic nie tracisz

Czy przez te dwie opisane wyżej zasady umknęło mi kilka wartościowych artykułów (a także filmów, bo sprawa dotyczy też YouTube’a)? Nie mogę tego wykluczyć, ale ponieważ nie wiem, co ewentualnie straciłem, to nie mam czego żałować. Praktyka pokazała, że zawód związany z zamknięciem karty z nieprzeczytanym tekstem jest na tyle dotkliwy, że przeprowadzam bardziej skrupulatną wstępną analizę artykułów, wystrzegam się clickbaitów, usunąłem wiele stron z Facebooka, Twittera oraz RSS-ów. Ostatecznie czytam więcej wartościowych treści niż miało to miejsce wówczas, gdy korzystałem z Instapaper i Pocket, a trwonię mniej czasu na słabe teksty.